Pan Krzysztof z bramy obok
zestarzał się z dnia na dzień.
Stał się nagle dla ludzi
miły i smutny. Libido
poszło się jebać. Już nigdy
nie powie krnąbrny, źdźbło, szczwany
z dykcją Tomasza Knapika.
Szyldy banków i aptek
zaczęły wzruszać, a dłonie
fryzjerów, kasjerek, szewców
obserwuje z chodnika
z uwagą i namiętnością.
Potrafi go przerazić
brudny śpioszek w krzakach,
pończocha przy krawężniku,
gnijąca głowa wrony
na samym środku rynku,
a kocie łby zdeptane
wyją mu pośród synaps.
Wieczorem jego kotka
przeciągnie się, powącha
ślinę co mu wypadła
z kącika ust na dywan,
cupnie na parapecie
oglądać przez brudną szybę
pięknych, prężących się samców.

zdjęcie pierwsze - Karolina Ślebioda